rekord

Rekord życiowy na Półmaraton Gdański

To chyba jakieś wariactwo. Taki wynik na początku roku byłby raczej w sferze moich marzeń. Pisząc byłby mam na myśli, że nawet nie brałem tego pod uwagę. Faktycznie kolega podczas półmaratonu w Warszawie na początku roku wspomniał, że tyle jeszcze w tym roku pobiegnę, ale wtedy potraktowałem to śmiechem. Dzisiaj mi to przypomniał. Czas jaki osiągnąłem jest dla mnie osobiście rewelacyjny, dający mocy do dalszej pracy w nowym sezonie. To w jaki sposób dążyłem do tego celu możecie poczytać we wcześniejszych moich wpisach na blogu –  „Przygotowania do Półmaratonu cz.1” oraz cz.2. Faktycznie sezon miał się skończyć dużo wcześniej, ale kolega Sebastian swoimi planami bicia 1:25 wręcz zmusił mnie do podjęcia tej próby. Jemu się udało i tu mu serdecznie gratuluje, natomiast ja sobie zostawiłem mały naddatek, aby mieć co bić w kolejnych startach. 

Ale zaczynając od początku, jak do tego doszło

Niestety ostatni tydzień był pełen pozytywnych i negatywnych niespodzianek. Na początku przeziębienie, które wykluczyło mnie z bieżących treningów a następnie ułamanie zęba na hallowenowym cukierku. Jest szansa na jego uratowanie, ale cały czas na lekach przeciwbólowych. Ostatni aspekt pozytywny to zmiana pracy po ponad 10 latach. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać od siebie czegokolwiek. Stając jednak na starcie trzeba zrobić jakieś założenie. Czemu nie stanąć na 1:25 i biec tempem grupy jak najdłużej. 

tosty

Poranna pobudka o 6:00, ale zerwanie się na nogi przedłużone do 6:45. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ większość rzeczy została przygotowana dzień wcześniej. Chwilka na poranna toaletę i czas dobrać odpowiedni strój do pogody. Aby móc to ocenić, krótki spacerek z pieskiem. Ciepło nie było bo około 6 stopni, ale widać było że temperatura będzie rosnąć, poprzez wstające słońce. Decyzja podjęta o bieganiu na krótko, czyli koszulka z krótkim rękawkiem oraz krótkie spodenki. Do tego skarpety i opaski kompresyjne CEP. 

Kolej przyszła na posiłek oraz ostatnie uzupełnienie węglowodanów. W ostatniej chwili przypomniało mi się zakleić sutki plastrami. Lepiej nie kusić losu. Bieg planowo rozpoczyna się o godzinie 9;00 dlatego czas najwyższy wybrać się w podróż. Na miejscu znalazłem się kilka minut po 8. Na start udałem się spacerkiem, gdyż warto się troszkę dotlenić i poczuć atmosferę biegu. Głośna muzyka w tle oraz konferansjer serdecznie witali rzesze biegaczy idących w jednym wiadomym kierunku. Dużą zaleta biegu jest to, ze depozyt, przebieralnie, strefa masażu i odpoczynku znajduje się na terenie hal Amber expo.

rekord żuciowy

Przyznam, nie znam biegu gdzie jako uczestnik miałbym tak komfortowe warunki. Dlatego duży plus dla organizatora za tak dobrą organizacje. Przed startem musi być czas na spotkanie ze znajomymi, przybicie piąteczki, porozmawiania o samopoczuciu oraz wspólne zdjęcie.

Godzina 8:30 to czas który mówi, że koniecznie trzeba rozpocząć rozgrzewkę. Szybkie zdanie bagażu do depozytu, gdzie na szczęście liczne stanowiska nie generowały zbytnio kolejek. Fajnie jest widzieć, jak z roku na rok impreza zdobywa raz za razem większa popularność. Chciałoby się powiedzieć chwilo trwaj. O 8:55 czas ustawić się na starcie. Troszkę było tłoczno w związku z tym nerwowe przeciskanie się miedzy ludźmi , aby dostać się do swojej strefy. Na szczęście zdążyłem, a jednocześnie przybyłem szczęśliwy widząc znajome twarze. Nie pozostaje już nic innego, jak oczekiwać na strzał startera.

Start

Stało się. Dwa równolegle starty na 5km oraz na dystansie półmaratonu. Udało się nie pomylić i skręcić w dobra stronę. W przypadku szybszych biegaczy nie ma na tyle dużego tłoku, aby trzeba było się przeciskać miedzy biegaczami. Pierwszy kilometr płaski. Jest to czas na ustawienie się i nabrania tempa biegu. Drugi kilometr rozpoczął się małym podbiegiem, ale tam gdzie podbieg to musi być zbieg. Kolejne kilometry to bieg ulica do centrum miasta i nawrotka al zwycięstwa. Tempo dość stabilne, gdzie pacmaker 1:25 w zasięgu wzroku.

Na 5km znajdował się pierwszy punkt odżywczy z wodą. Taka jak wcześniej pisałem, warto na każdym możliwym punkcie zadbać o uzupełnieniu wody w organizmie, ale trzeba tez  mieć świadomość, ze odpowiednie ustawienie w szyku oraz skorzystanie z wodopoju potrafi wybić z rytmu i spowolnić nasze tempo. Trasa dalej dość plaska, aż do 6km gdzie czekał nas delikatny podbieg w centrum Wrzeszcza.

Na tą chwilę po prostu biegłem i nie myślałem o ilości kilometrów jeszcze do przebiegnięcia. Cały czas głowa pracowała i reagowała na impulsy przychodzące do niej z różnych części ciała. Na samym początku, lewa stopa odczuwała lekki ból, który udało się szybko odciąć. Cały czas starałem się regulować tętno, aby jak najdłużej biec poniżej 80% hrmax i korzystać z tłuszczu jako paliwa.  Na 8 km zdecydowałem się włączyć żel, by przy 10km go popić i zabezpieczyć utracone węglowodany.

Na wysokości Oliwy skręciliśmy ulicą w kierunku Żabianki i Przymorza. 14 i 15 kilometr to bieg ulica Rzeczypospolitej. Na tym odcinku odczuwalne było już tempo i włączone myślenie o strategii na kolejne kilometry. W czasie biegu czułem, w którym momencie zaczyna organizm korzystać z glikogenu w przeważającej części. Pierwsza myśl jaka przychodziła mi do głowy to oby go starczyło do końca.

Meta

Wiedziałem, że walka dopiero się zacznie i najgorsza chwila dopiero przyjdzie. Będzie to miało miejsce w okolicy stadionu na dość długim podbiegu na most. Nie myliłem się. Tempo delikatnie spadło i pacmaker zaczął się powoli oddalać. Pomimo tego byłe mile zaskoczony z jaką łatwością udało mi się ją pokonać. Czułem,  że brak wybiegam na dystansie 20 km jest odczuwalne i organizm jest nieprzygotowany. 

rekord życiowy

 Ostatni kilometr to już walka i poszukiwanie ostatnich sił w swoim organizmie. Mocy gdzie jesteś, a jak jestes to chodź do mnie. Ostatni kilometr to dość dobre tempo, które pozwoliło mi wbiec na metę z czasem 1:25:15z miejsc nie ważne, liczy się czas. 

Jestem mega zadowolony, ze praktycznie przez cały dystansach udało się utrzymać stałe tempo. Nie do końca udało minusie zastosować metodę negative splot , ale jak pisałem pracuje na tym. 

Organizacja biegu? Co tu dużo mówić. Nie musiałem się niczym przejmować, a to oznacza że nie ma się do czego przyczepić. No może woda mogłaby być bliżej mety, a nie w najbardziej oddalonym punkcie hali. Całość jednak rekompensuje strefa relaksu. 

rekord życiowy

Rekord życiowy na dystansie półmaratonu został osiągniety i okraszony ładnym medalem.

8 Replies to “Półmaraton Gdański – 1:25:15 i Rekord życiowy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.